„Miałem rękę do rokoka” – o zachowanych pozostałościach Pałacu Brühla. Rozmowa z Wiesławem Olszowiczem.

W lipcu 2015 r. przedstawiciele stowarzyszenia Saski 2018 mieli przyjemność przeprowadzenia wywiadu z Panem Wiesławem Olszowiczem – znawcą architektury przedwojennej Warszawy, a w szczególności detalu architektonicznego. Pan Wiesław Olszowicz zdołał rozpoznać ocalałe pozostałości elementów rzeźbiarskich tympanonu i akroterionu Pałacu Brühla, co opisał w czasopiśmie „Spotkania z Zabytkami”.


Saski 2018: Stowarzyszenie Saski 2018 od początku działalności stara się przypominać o bogatej historii Pałacu Saskiego i Pałacu Brühla w Warszawie oraz o ostatniej nieudanej próbie rekonstrukcji pałaców z roku 2008.

Wiesław Olszowicz: Tak, odkopano piwnice i zaraz zasypano.

S2018: W rozmowie z Panem chcielibyśmy dokładniej poznać dzieje pozostałości Pałacu Brühla po II wojnie światowej. W opublikowanym w 2005 r. artykule „Elementy rzeźbiarskie Pałacu Brühla” wspomniał Pan o „szczęśliwym przypadku”, który pozwolił Panu zidentyfikować relikty z Pałacu Brühla. Czy może Pan coś o tym więcej opowiedzieć?

Zachowane elementy Pałacu BrühlaWO: Trafiłem szczęśliwie do pracowni profesora Bogusławskiego, który wygrał konkurs na odbudowę Zamku Królewskiego w 1954 roku. Profesor zobaczył moje rysunki i powiedział, że mam rękę do rokoka. Moja praca musiała mu się spodobać, w wyniku czego powierzył mi całą kamieniarkę na Zamku. Miałem rozpoznać i narysować wszystkie elementy kamienne do Zamku. Jednak zanim udało mi się zrobić rozpoznanie, musiałem zacząć od tych wielkich stert kamieni, które leżały na Podzamczu. Były to zwożone elementy kamienne wydobywane zarówno z ruin Zamku, jak i z różnych zabytków Warszawy. Jeżeli widziano jakąś część interesującą, to przywożono ją na Podzamcze „na potem”, że może się przyda. Ponieważ ten teren był niestety nieogrodzony, to najcięższe fragmenty faktycznie się ostały przez te kilka lat – na przykład torsy ogromnych rzeźb z tympanonów Zamku od strony Wisły. Jednak te mniejsze, ładniejsze, to pewnie ludzie pozabierali sobie do willi, do ogrodów i to jest dla nas strata nie do odrobienia.

W akcji porządkowania Podzamcza brało udział wojsko i młodzież. Zaczęli roznosić te elementy, bo przez zarośla nie można było w te głębsze warstwy się dostać. Były one numerowane olejną farbą, każdy element oddzielnie. Gdy już wszystko leżało rozłożone, to mogłem zaczynać rozpoznanie. Miałem do dyspozycji ponad dwa tysiące zdjęć przedwojennych i z fasad, i z wnętrz. Fotografie z wnętrz były ograniczone, gdyż fotografowano zazwyczaj te wnętrza najbardziej efektowne. Były tam również części kominków z pomieszczeń nierozpoznanych. Co prawda wiedzieliśmy, że to prawdopodobnie z Zamku, ale z którego miejsca, to nie było tego już wiadomo.

Warto wspomnieć, że elementy najbardziej znane i cenne zostały przechowane w Muzeum Narodowym. Profesor Lorentz je wymontował i przechował w Muzeum Narodowym, więc one się zachowały. To był duży skarb. Ja potem dorysowywałem jedynie części brakujące, bo w pośpiechu przed Niemcami wyjmowano tylko elementy najważniejsze. Podobnie było z resztą, z boazeriami itp. Chciano mieć przynajmniej wzór do odtworzenia w przyszłości, bo wiadomo było, że Zamek zostanie wysadzony.

Niektóre elementy są zatem oryginalne i na szczęście wróciły na swoje miejsce. Nie można więc w tej chwili mówić, że Zamek Królewski jest makietą, gdyż on jest jakby stelażem do rozmieszczenia w nim części, które ocalały. I jak patrzymy na fasady Zamku, to widać ciemne elementy wbudowane z powrotem. Oryginalny piaskowiec bardzo się spatynował, podobnie jak wapień i dolomit, chociaż dolomit akurat najmniej.

Zachowane elementy Pałacu BrühlaS2018: A jak to się stało, że wśród tych elementów, które leżały pod Zamkiem Królewskim Pan rozpoznał akurat fragmenty tympanonu z Pałacu Brühla?

WO: Ponieważ niektóre elementy nie pasowały do Zamku na żadnym zdjęciu, i pod względem faktury, i sposobu obróbki, zacząłem szperać po innych zdjęciach. I w końcu trafiłem na zdjęcie Pałacu Brühla i po prostu dopasowałem. Ale potem doszło do likwidacji tego swego rodzaju składowiska na Podzamczu. Chciano tam zrobić porządek, w związku z czym większość pozostawionych elementów gdzieś rozprowadzono. Duża część trafiła na umocnienia brzegów Wisły – podobno. Taką opinię usłyszałem. Potem tam postawiono budynek na potrzeby Profesora Gieysztora, nazywany zresztą „gieysztorówką”. Elementy z Pałacu Brühla też zniknęły. Kiedyś przypadkowo tu [Muzeum Ziemi PAN – przyp.] właśnie się znalazłem, bo tu jest ładna aleja spacerowa. I z radością zobaczyłem, że one są.
Balkon Pałacu Brühla
S2018: W artykule wspomniał Pan, że w momencie rozpoznania elementów Pałacu Brühla nie wywołało to większego zainteresowania.

WO: To były lata 70. Musiałbym do swoich akt zajrzeć, żeby uściślić datę.

S2018: Czy temat rekonstrukcji Pałacu Brühla był wtedy w ogóle podnoszony? Jak wtedy zapatrywano się na tę kwestię?

WO: Niestety to że tam w zwalisku były inne elementy potłuczone, nikogo wówczas specjalnie nie interesowało – na tapecie była odbudowa Zamku i to głównie ludzi zajmowało.

Z ciekawostek: zauważyłem tam jeszcze płytę, o której również napisałem artykuł w „Spotkaniach z Zabytkami”. Była to przedwojenna płyta z kamienicy Jana Kilińskiego na Starym Mieście na Szerokim Dunaju. Ktoś ją wydobył z ruin i przeniósł na Podzamcze. Była to bardzo interesująca, wielka tablica kolorowa, ładnie rzeźbiona, z orłem i girlandami. Obecnie jest wbudowana współczesna, metalowa tablica wyjaśniająca, że to jest kamienica, która kiedyś należała do Jana Kilińskiego.

Niestety pospieszono się z porządkowaniem tego placu, bo można było spokojnie pozostałe elementy jeszcze przebadać. Ja miałem akurat kontrakt przez trzy lata w Algierii, jak wróciłem, to już był pusty plac. Niestety, to była duża strata, bo już nie było czego badać.

S2018: W swoim artykule stawia Pan tezę, że pozostałości z tympanonu Pałacu Brühla pochodzą najprawdopodobniej z okresu jego przebudowy przez B. Pniewskiego z lat 30-stych XX w. Skąd wiadomo, że to nie są te elementy wcześniejsze?

palac-bruhla-po-przebudowieWO: Po obróbce. Pracując przy Zamku miałem okazję się przyjrzeć ocalałej „sterczynie” z okresu saskiej przebudowy. Wiedziałem więc, że tympanony były tworzone z narzutów tynku, a mianowicie robiono stelaż z prętów i na to narzucano tynki, w których następnie sztukator wykonywał rzeźbę. To był już jeden wskaźnik, że jednak w XVIII wieku nie robiono takich kamiennych tympanonów. Poza tym drugi warszawski pałac Brühla na Młocinach także ma tympanony z rzeźbami wykonanymi w tynku. A tu nagle piaskowiec i to piaskowiec o zupełnie innej obróbce niż ocalała we fragmencie rzeźba, która stoi w Muzeum Historycznym m.st. Warszawy [obecnie Muzeum Warszawy – przyp.], która była na pewno jeszcze z wcześniejszego okresu. Miała także inną fakturę. I jak pogrzebałem w historii Pałacu, znalazłem informacje mówiące o powierzeniu przebudowy Pałacu Brühla na Ministerstwo Spraw Zagranicznych profesorowi Pniewskiemu. To była już sprawa jasna, bo on bardzo lubił monumentalizować swoje rzeczy. Podobnie zrobił z Teatrem Wielkim, także tam tympanon wykonano w kamieniu. Ale to w wypadku Pałacu Brühla bardzo się przydało, bo gdyby tympanon był w tynku, nie mielibyśmy zachowanego wzoru, a ponieważ zostało to wykonane w kamieniu, mamy w zupełnie niezłym stanie dawną formę. I to właściwie taka historia. Można było wybrzydzać, że on się nie znał na zabytkach i dlatego zrobił w kamieniu, a powinno być w tynku, ale to jednak na dobre wyszło. Szczerze mówiąc uważam, że Pałac Brühla to perełka, perełka rokokowa w Warszawie. Jest to architektonicznie bardzo wartościowy pałac, warty odbudowy.

Muzeum Ziemi PANS2018: Czy poza fragmentami zgromadzonymi na terenie Muzeum Ziemi PAN i wspomnianej rzeźbie w Muzeum Warszawy, gdzieś jeszcze można znaleźć ocalałe pozostałości Pałacu Brühla?

WO: Drugi faun [element podporowy balkonu – przyp.] jest także w Muzeum Historycznym Warszawy przy Rynku Starego Miasta. Jest tam takie małe lapidarium i tam mają również jedna z rzeźb figuralnych stojących niegdyś w niszach głównej fasady. Była to rzeźba, która pierwotnie stała [w Pałacu Brühla – przyp.] od strony ogrodowej, ale została przeniesiona w trakcie przebudowy wraz z pozostałymi trzema, niezachowanymi rzeźbami. Ta zachowana, to była pierwsza z lewej rzeźba w elewacji od strony ogrodowej. Mogło być tych fragmentów więcej, ale ponieważ były ogólnodostępne, to ludzie pewnie brali sobie do willi, do ogrodów. To były ładne elementy.

S2018: Jak wygląda praca nad konserwacją takich kamiennych zabytków, jak te z Pałacu Brühla?

WO: Piaskowiec dobrze znosi warunki atmosferyczne, w przeciwieństwie do wapienia, bo wapień jest ogromnie wrażliwy. Z resztą widać to na cmentarzach, nawet te XIX-wieczne nagrobki z piaskowca są w świetnym stanie. Trochę pozielenieją, trochę mchem obrosną, ale to dodaje smaku i charakteru. To naturalna patyna.

Jeżeli ocalałe pozostałości będą jeszcze kiedyś wyeksponowane, to można je jeszcze raz trochę oczyścić. Współpracowałem przy Zamku ze specjalistami od kamienia. Już nieżyjąca Pani Profesor Pękalowa z Politechniki Warszawskiej mówiła, że najlepszy dla piaskowca środek konserwujący to zwykła woda z mydłem i szczotką [śmiech], to absolutnie wystarcza.

S2018: Jak widzi pan przyszłość ocalałych pozostałości Pałacu Brühla?

WO: Tę rzeźbę postaci, która jest obecnie w Muzeum Historycznym Warszawy, wstawiłbym z powrotem do odbudowanego Pałacu. Podobnie te pozostałości zachowanej rzeźby ze szczytu tympanonu. Z samym tympanonem to warto by się zastanowić, bo może już przy odbudowie właśnie zrobić tak, jak to kiedyś było w narzucie tynkowym. One są dość ciężkie na powrót do tego tympanonu na szczycie Pałacu. Wtedy zachowane elementy można by odpowiednio wyeksponować, jako fragmenty, które się uchowały po ostatniej wojnie. Byłyby jako wzór, który posłużył do odtworzenia tympanonu.

Ale to jest tylko mój prywatny pogląd. Od tego są w końcu historycy sztuki. Całe komisje, tak jak my mieliśmy ogromną komisję przy odbudowie Zamku, gdzie każdy rysunek był podpisywany przez dwie osoby: przez profesora Zachwatowicza i przedstawiciela Ministra Kultury Pana Jacka Cydzika. Odbudowa odbywała się pod bardzo rygorystycznym nadzorem.

_________________

Wiesław Olszowicz sam siebie uważa za ukształtowanego zawodowo przez prof. Jana Bogusławskiego, z którym współpracował przez 12 lat przy odbudowie Zamku Królewskiego w Warszawie. Związany z Pracowniami Konserwacji Zabytków wykonał wiele projektów renowacji, adaptacji i modernizacji szeregu zabytków w kraju i za granicą. Warto również wspomnieć o stypendium Ministerstwa Kultury we Francji, o kontaktach w Rosji, Algierii, Niemczech, Czechach, Uzbekistanie i na Łotwie. Ma za sobą publikacje naukowe, a także odznaczenia: „Zasłużony Działacz Kultury”, „Za Opiekę nad Zabytkami”, „Za Zasługi dla Budownictwa”. Ze względu na znaczną ilość zrealizowanych projektów Stowarzyszenie Architektów Polskich przyznało status i prawa „Twórcy”.

Gdyby kogoś zainteresowała mniej oficjalna strona życia Wiesława Olszowicza, to może sięgnąć po dwa kryminały Joanny Chmielewskiej, z którą, w jej wcześniejszej kreacji architektonicznej, przepracował kilka lat. Jako „Wiesio” występuje w książkach: „Kllin” i „Wszyscy jesteśmy podejrzani”. Oczywiście opisane tam fakty należy traktować z przymrużeniem oka.

Hobby: podróże i rysowanie. Rysunki Wiesława Olszowicza były wielokrotnie publikowane, głównie jako ilustracje do artykułów i książek prof. Jerzego Lileyki.