Przypominamy postać Jadwigi Beck – żony Ministra Spraw Zagranicznych Józefa Becka. Tak wspominała pałac Brühla przebudowany w latach 30. na siedzibę MSZ:

„Tym razem musiało odbyć się bardzo serio, ponieważ lokal w pałacu Brühla był nowy, nowe meble, stół na 48 osób i służby o wiele więcej.

Obiad miał być dla króla rumuńskiego Karola w obecności Pana Prezydenta R.P. Przebudowa gmachu ministerstwa spraw zagranicznych ledwie była ukończona, sale na gwałt meblowane, my z mężem w zupełnie nowym terenie. Postanowiliśmy wydać pierwsze przyjęcie dla urzędników służby zagranicznej.

Początek czerwca 1937 roku. Oświetlone salony, lśnią posadzki, wnętrza projektowane przez polskich artystów, obrazów niewiele, ale dobre. Kilka plafonów malowanych przez Kowarskiego. Kwiatów mnóstwo i dekoracyjnych gałęzi z parku Skaryszewskiego. Tkaniny, wazony z „Ładu”. Kandelabry, patery, popielniczki wykuwał Henryk Grunwald. Całość zharmonizowana, wymuskana do najdrobniejszego szczegółu przez doradcę artystycznego ministerstwa, Jerzego Warchałowskiego.

Przy końcu obiadu zwróciłam się do obecnych z prośbą o pomoc w wykryciu błędów czy niedociągnięć, które zdąży się jeszcze usunąć. Wymieniamy uśmiechnięte spojrzenia z mężem, czym sygnalizujemy sobie zawsze chwilę wstawania od stołu. Wstajemy… łomot, zgrzyty, odruchowo zasłaniamy uszy. Nic, nic się nie wali, tylko 48 obitych pąsową skórą, podbitych metalowymi główkami krzeseł pojechało po marmurowej posadzce! Błąd łatwo zauważony. Zdąży się założyć gruby wojłok na każdej nodze. Przeglądamy i sprawdzamy salony ? popielniczek mnóstwo, ale zawsze za mało. Dokupi się w Ładzie”.

Tańczymy w złotożółtej sali balowej – posadzka marzenie! Orkiestra chwali akustykę i estradę. Otwieramy wielkie tafle szklanych drzwi – cała ich długa ściana. Z dołu ukryte reflektory oświetlają kawałek ogrodu Saskiego, fontannę, krzewy, posągi, stare drzewa. Jest bajecznie i cudownie, ale zostawiamy panów i przechodzimy do innego salonu. Ministrowa Szembekowa z pomocą pani Galasowej dokształca MSZ-owskie żony w dworskim ukłonie. […]

Mnie podoba się wszystko – jest współczesne, ale nie dziwaczne. W swoim nowym gabinecie mąż ma dwa wielkie portrety: Stefana Batorego i Józefa Piłsudskiego. Wciąż jednak żałuje nastroju z pałacu Raczyńskich.”

Jadwiga Beck, Kiedy byłam ekscelencją, Nowe Wydawnictwo Polskie 1990